Stambulskie historie #4 – Autobus

To jest czwarty post z serii „Stambulskie historie”. Wszystkie posty z tej kategorii są TUTAJ.

Kolejna opowieść o uczynności i życzliwości Turków. Ciągle mnie ona zaskakuje – to chyba niezbyt dobrze świadczy o Polsce i Polakach? Hmm…

Pewnego dnia wracałam z pracy autobusem – wiadomo: Stambuł i jego ruch uliczny, korki, tłok wszędzie, ludzie zdenerwowani, bo przy takim tłoku nie da się nie być uderzonym przez kogoś choć raz, ludzie ledwo mieszczący się w autobusach, bo jednak przy prawie 20-milionowym mieście nadal nie starcza autobusów i tylko brakuje, żeby ludzi siłą dopychać, żeby tylko drzwi się zamknęły…. I przy tym wszystkim na jednym z przystanków do autobusu chce wsiąść pan na wózku inwalidzkim. Stał na przystanku, pomachał kierowcy, że chce wsiąść i nawet się nie obejrzałam, a już po całej akcji. Autobus niestety nie stał tuż przy krawężniku, więc pan nie miał jak wjechać na rampę, a i autobus nie miał jak wycofać przy takim ruchu ulicznym. A tu momentalnie trzech rosłych mężczyzn wysiada z autobusu, jeden idzie na tył wycofywać pojazdy stamtąd, drugi stoi przy kierowcy, żeby mu pomóc manewrować, a trzeci pośrodku pomaga wyrównać do krawężnika i później wsiąść panu na wózku. Naprawdę, cała akcja zajęła może z pół minuty, a ja przez resztę podróży byłam w szoku, jak ochoczo i sprawnie wszystko zorganizowali zwykli mężczyźni z autobusu.

A oto i ten autobus, żeby nie było, że coś zmyślam:

autobus

Reklamy

Drogi Stambułu

ruch-uliczny

[oryginalnie opublikowane 23/02/2016]

Pierwszą rzeczą, o której każdy powinien pamiętać, gdy przyjeżdża do Stambułu jest to, że wszystko się zmienia. A drogi najbardziej ze wszystkiego. Miej to na uwadze, bo może cię zaskoczyć to, że droga, którą znasz tak dobrze, bo ciągle nią chodzisz, zmienia się w ciągu nocy. Albo że zakręt, z którego zwykle korzystasz, znika w ciągu weekendu. Taak, historie z życia wzięte…

Kolejną zasadą dotyczącą dróg jest to, że nie ma zasad. Ok, są znaki drogowe. Większość ludzi je zauważa. Jeśli chodzi o światła drogowe – nie. Przejścia dla pieszych – nie. Zasady ruchu drogowego (nie jechać do tyłu, nie zawracać, nie skręcać w lewo, gdy znak tego zabrania, nie jechać drogą jednokierunkową itp.) – absolutnie nie. Fajnie jest kreatywnym lub początkującym kierowcom, bo nie muszą się stresować zbyt dużą liczbą rzeczy, a jak się źle skręci, można to łatwo naprawić, ale poza tym, to taka wolność staje się trochę niebezpieczna dla innych użytkowników dróg, szczególnie pieszych, takich jak ja. Zawsze mówię, że jak ktoś twierdzi, że jest dobrym kierowcą, to niech przetrwa miesiąc na stambulskich drogach bez żadnej stłuczki/żadnego otarcia – dopiero wtedy będą mogli dostać odznakę prawdziwego „dobrego kierowcy” 😉

Drogi same w sobie nie są złe (pamiętajcie, że mówię to z perspektywy Polaka), a śmieszne jest to, że zawsze mają te strasznie wysokie krawężniki. Może i ratują życie pieszym, jak ten ucieka przed szalonym kierowcą (żarcik), ale są koszmarem dla ludzi z wózkami – nie da się na nie wjechać, trzeba wózek po prostu podnieść i wciągnąć na chodnik.

DSC_0547

Jeśli chodzi o sam transport miejski, to uważam, że jest całkiem w porządku, biorąc pod uwagę to, jak ogromnym miastem jest Stambuł. Ok, jasne, że każdy nienawidzi transportu miejskiego w godzinach szczytu i w niektórych miejscach (np. na moim końcu świata) rozkłady jazdy są trochę mniej dokładne niż w innych miejscach, ale ogólnie rzecz biorąc, sądzę, że jest to wszystko nieźle zorganizowane, a jeszcze więcej się planuje (widzi się wszędzie wieeeele budów metra). Miejska legenda: droga z jednej strony miasta na drugą (przekraczając Bosfor), włączając w to ruch w godzinach szczytu, może zająć nawet 8 godzin! I ja w to wierzę, bo mnie samej raz przejechanie tylko 3 dzielnic zajęło ponad 3 godziny (nigdy więcej!).

Gdy mowa o transporcie publicznym w Stambule, wybór jest naprawdę szeroki. Jak w większości przypadków, można wybierać pomiędzy wygodą/szybkością a oszczędnością 😉 System, który zarządza wszystkimi środkami komunikacji miejskiej to IETT. Jak zobaczysz pojazd z tym logo, oznacza to, że możesz nim jechać płacąc akbilem (biletem komunikacji miejskiej) i nie ma innych kosztów. Akbil to karta na okaziciela, którą możesz doładować w konkretnych miejscach (głównie na stacjach metra i przy większych węzłach komunikacyjnych) i zwyczajnie ją zbliżasz do kasownika przy wejściu do pojazdu IETT. Zazwyczaj nie praktykuje się płacenia kierowcy, więc jeśli nie masz akbila albo skończyły się na nim pieniążki, poproś kogoś w autobusie, żeby za ciebie skasował i zapłać tej osobie 2 TL (tyle wynosi standardowa opłata).

DSC_0308
Ładujemy sobie telefony! 🙂

Zacznijmy więc od autobusów. Na niektórych mniej popularnych trasach nadal można spotkać stare niebieskie autobusy, ale obecnie większość autbusów stambulskich to fioletowe, śliczne i wygodne busy. Oferują dostęp do wifi i ładowarek usb (czasem ratują życie, serio!). Zawsze w autobusie jest ekran lcd, który pokazuje, na jakim przystanku obecnie jesteśmy oraz ok. 10 kolejnych. Są przystanki autobusowe – czasem całe wiaty, czasami tylko żółte znaki, ale w każdym wypadku może się zdarzyć, że autobus się nie zatrzyma. Zawsze trzeba wyjść trochę (lub całkiem) na drogę i pomachać, żeby pokazać, że chcemy wsiąść do tego autobusu. Och, ileż to razy przejechały obok, nie zatrzymując się! Gdy chcesz wysiąść z autobusu, zawsze musisz wcisnąć czerwony guzik, który mówi kierowcy, które drzwi ma otworzyć. Numery autobusów składają się z liter i cyfr, ale podczas gdy niektóre mogą podpowiedzieć, dokąd jadą (np. Ü oznaczają, że jadą do Üsküdar), nadal nie mam pojęcia, jaka w tym wszystkim jest logika… :/

DSC_0551

Jako że autobusami rządzi natężenie ruchu ulicznego i dlatego korzystanie z nich może zająć za dużo czasu, zwykle próbuje się korzystać z metra ile tylko się da. Mamy 4 linie metra i w teorii mają łączyć ze sobą wszystkie części miasta. Ale póki co wszystko jest jeszcze w rozsypce i nadal wymaga wielu zmian. Samo metro jest całkiem nowoczesne i bardzo dobrze zorganizowane. Pociągi przyjeżdżają właściwie co chwilę, w każdą stronę jest ok. 5 bramek wejściowych, wiele wyjść na każdą stronę drogi na powierzchni i, co dla mnie było zaskoczeniem, linie metra są bardzo nisko pod ziemią – sporo niżej niż w Warszawie. Podczas gdy w Warszawie na perony jedzie się jeden poziom niżej, w Stambule jest to czasem 2 lub 3 poziomy poniżej. I tylko czasami to jest straszne…

Uwielbiam uczulać ludzi na różnicę w liczbie mostów między Warszawą a Stambułem. Warszawa to 2-milionowe miasto i ma 8 mostów nad Wisłą. Stambuł to 16 mln ludzi, a mosty ma… dwa. Rzecz w tym, że gdy podróżujesz komunikacją miejską, nie korzystasz z przepraw przez most, tylko z promów. Są to łodzie, które łączą każdą dzielnicę mającą dostęp do morza z najbliższymi dzielnicami po drugiej stronie. Wszystko jest zarządzane przez IETT, więc płaci się tę samą cenę co za przejazd autobusem. Promy wypływają niemal co chwilę, więc maksymalny czas oczekiwania to jakieś 15 min. (włączając w to wysiadanie i wsiadanie ludzi). Można zamówić herbatkę i po prostu cieszyć się wyprawą i widokami nad Bosforem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA    OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Europejska strona (której za dobrze nie znam) ma do zaoferowania „specjalne” środki transportu takie jak specjalne tramwaje  (Funicular, Tünel czy Nostaljik [słynny czerwony staroświecki tramwaj]) – wszystkie są powiązane z Taksim. Jest również Marmaray – połączenie tramwaju z metrem – czasem jedzie drogą, a czasem pod ziemią (też pod Bosforem!) – bardzo nowoczesny i ładny ;). Oczywiście mamy również linie wagonikowe (jako że Stambuł to miasto wielu wzgórz) i metrobus – autobus, który jeździ tylko po wyodrębnionej trasie na środku drogi, dzięki czemu jest niezależny od korków.

Gdy mowa o drogach Stambułu, nie można zapomnieć o jeszcze trzech ważnych (i zauważalnych!) ich użytkownikach. Mowa oczywiście o taksówkach, dolmuszach i minibusach. Taksówki są żółte, są wszędzie i mają dość kreatywne podejście do prowadzenia auta (zarówno jeśli chodzi o zasady, jak i drogi dojazdu). Łatwo jest złapać jakąś przejeżdżającą taksówkę, można po nią zadzwonić, można kogoś poprosić, żeby ją wezwał albo samemu ją wezwać, używając aplikacji BiTaksi (tylko się klika, że się jej potrzebuje i przyjeżdża ta, która jest najbliżej). Ostatnia opcja jest najlepsza dla samotnych kobiet, gdyż 1. można mieć pewność, że kierowca ma nawigację, więc nie będzie trzeba mu tłumaczyć trasy dojazdu oraz 2. nie powinno się zdarzyć nic złego, bo masz w aplikacji numer rejesracyjny taksówki i imię kierowcy. Kwota początkowa to 3,20 TL i lepiej sprawdź, czy nie masz wyższej! Już od jakiegoś czasu są ustalone stawki i tylko jedna ogólna firma taksówkarska, więc jedyny sposób, w jaki taksówkarze mogą oszukać, to jechać dłuższą trasą lub manewrować z taksometrem. Toteż o ile kontrolujesz taksometr i nie pokazujesz za bardzo po sobie “obcokrajowości”, będzie ok. Dolmusze to większe żółte taksówki, które zabierają 6-7 osób naraz i czekają na postoju aż się zbierze komplet. Całkiem bezpieczne i bardziej ekonomiczne niż zwykłe taksówki, ale to nadal opłata za taksi (czyli więcej niż np. za autobus). Minibusy to natomiast małe niebieskie busy, które poruszają się mniej więcej tymi sami trasami, co autobusy IETT (choć jeżdżą też na dalsze tereny), ale mogą się zatrzymywać wszędzie, płaci się za nie i nie są tak bezpieczne (niektórzy stambulczycy twierdzą, że kierowcy minibusów są szaleni, bez obrazy ;p).

PS. Fakt, że nie wspominam o jeździe na rowerze po Stambule to nie przypadek. Po prostu o tym zapomnij, również biorąc pod uwagę wszystko powyższe. 😉