Stambulskie historie #4 – Autobus

To jest czwarty post z serii „Stambulskie historie”. Wszystkie posty z tej kategorii są TUTAJ.

Kolejna opowieść o uczynności i życzliwości Turków. Ciągle mnie ona zaskakuje – to chyba niezbyt dobrze świadczy o Polsce i Polakach? Hmm…

Pewnego dnia wracałam z pracy autobusem – wiadomo: Stambuł i jego ruch uliczny, korki, tłok wszędzie, ludzie zdenerwowani, bo przy takim tłoku nie da się nie być uderzonym przez kogoś choć raz, ludzie ledwo mieszczący się w autobusach, bo jednak przy prawie 20-milionowym mieście nadal nie starcza autobusów i tylko brakuje, żeby ludzi siłą dopychać, żeby tylko drzwi się zamknęły…. I przy tym wszystkim na jednym z przystanków do autobusu chce wsiąść pan na wózku inwalidzkim. Stał na przystanku, pomachał kierowcy, że chce wsiąść i nawet się nie obejrzałam, a już po całej akcji. Autobus niestety nie stał tuż przy krawężniku, więc pan nie miał jak wjechać na rampę, a i autobus nie miał jak wycofać przy takim ruchu ulicznym. A tu momentalnie trzech rosłych mężczyzn wysiada z autobusu, jeden idzie na tył wycofywać pojazdy stamtąd, drugi stoi przy kierowcy, żeby mu pomóc manewrować, a trzeci pośrodku pomaga wyrównać do krawężnika i później wsiąść panu na wózku. Naprawdę, cała akcja zajęła może z pół minuty, a ja przez resztę podróży byłam w szoku, jak ochoczo i sprawnie wszystko zorganizowali zwykli mężczyźni z autobusu.

A oto i ten autobus, żeby nie było, że coś zmyślam:

autobus

Stambulskie historie #3 – Anyż

To jest trzeci post z serii „Stambulskie historie”. Wszystkie posty z tej kategorii są TUTAJ.

Ludzie religijni zdarzają się, rzecz jasna, w każdym wyznaniu. I ich religijność, czy też stopień zaangażowania ciężko jakkolwiek stopniować. Ale nie mogę zapomnieć pewnej historii, którą jednak ciężko przyrównać do realiów polskich.

Jeden znajomy Turek w ostatniej klasie liceum już nie bardzo się interesował nauką, a bardziej dziewczynami, muzyką i… alkoholem – młody gniewny, wiadomo. Pewnego dnia jego kumpel przyniósł do szkoły, w plecaku, butelkę rakı (tureckiej wódki anyżowej) zwiniętej z barku ojca. Mieli w planie obalenie buteleczki po szkole. Niestety butelka się zbiła tuż przed lekcją religii i w całej sali cuchnęło anyżem. Uczniowie się śmiali, bo dla nich było oczywiste, skąd się rozchodzi zapach, ale nauczyciel religii do końca nie załapał, czym były spowodowane śmiechy uczniów i cóż było źródłem specyficznego zapachu.

Wielu nauczycieli religii to ludzie, którzy od dziecka są wychowywani bardzo „religijnie” – chodzą do kolejnych szkół religijnych, a ci bardziej majętni już od dziecka kształcą się w takich prywatnych szkołach z internatem, często z dala od domu (a szkoły te, swoją drogą, mają zazwyczaj bardzo wysoki poziom kształcenia). Czyli: bardzo możliwe, że pan od religii naprawdę nie znał zapachu rakı. Czy wyobrażacie sobie jakiegokolwiek Polaka, który by nie znał zapachu np. piwa? Niemożliwe, prawda?

Stambulskie historie #2 – Przystanek

To jest drugi post z serii „Stambulskie historie”. Wszystkie posty z tej kategorii są TUTAJ.

Pewnego słonecznego i bardzo upalnego dnia w czasie ramadanu (czyt. ludzie są bardziej nerwowi) czekałam na przystanku na autobus. Zwróciłam uwagę na młodą dziewczynę, która właśnie dość nerwowo się zachowywała. Typowa turecka pracownica biurowa, czyli krótka spódniczka, dekolt, buty na obcasie, mocny makijaż, zrobione włosy… Tylko to nerwowe zachowanie… No ok, wszyscy już baardzo czekamy na ten autobus, ale żeby tak ciągle wychodzić na ulicę prawie biegiem? Wtem dziewczyna ponownie biegnie na ulicę, (widzę, że już zbliża się autobus), wraca na chodnik, jednym ruchem zrywa liść z drzewka (a że cała gałązka się przy tym oberwała..co tam!) i z tym liściem biegnie na ulicę, bo…środkiem ulicy szedł piękny żuczek! Dziewczyna nagarnia go na liść i bezpiecznie odstawia na skraj chodnika – żeby tylko go nie przejechał autobus.

Nie wiem, czy ktoś jeszcze z przystankowiczów zwrócił uwagę na to, co się właśnie wydarzyło, ale ja się uśmiechnęłam do dziewczyny, gdy zrozumiałam, czego dokonała, niemal ryzykując życie, a ona… nieśmiało się od-uśmiechnęła. I ten nieśmiały uśmiech wypacykowanej laluni do dziś pamiętam.

A oto słynne drzewko:

drzewko

Stambulskie historie #1: Starszy pan

Od jakiegoś czasu zbieram takie minihistoryjki zobaczone lub zasłyszane w Stambule.

Pomyślałam, że się nimi z Wami podzielę, bo moim zdaniem pokazują ciekawe oblicza Turcji i Stambułu z troszkę innej strony.

W Stambule mieszkaliśmy w dość konserwatywnej dzielnicy, a nasz blok był na szczycie wzgórza. Lubiłam często wyglądać przez okno i patrzeć na to, co się dzieje na świecie (zwykle ograniczało się to do obserwowania osiedlowej watahy bezpańskich psów, bo właśnie niewielki tam panował ruch). Pewnego niezbyt pogodnego dnia zauważyłam starszego pana schodzącego ze wzgórza. Szedł on powolutku, co chwila robił sobie przystanki, a że nawet z laseczką ciężko jest iść po tak stromym wzgórzu, bacznie go obserwowałam, żeby mieć pewność, czy jest bezpieczny. Gdy w pobliżu przejechał samochód, starszy pan machał do niego. Na początku myślałam, że machał do znajomych, ale później machał również do innych samochodów. Trzecie auto z rzędu się jednak zatrzymało (na środku uliczki). Starszy pan „zbiegł” do niego, zagadał coś do kierowcy i wsiadł do tegoż samochodu. Okazało się, że chciał tylko podwózki w dół wzgórza i że najwyraźniej jest to dość popularna praktyka, bo kierowca samochodu nie wyglądał na zbyt zdziwionego.

To jest takie normalne, że zaczeka się na osobę starszą i poświęci te całe kilka minut i ociupinkę paliwa, żeby komuś pomóc bezpiecznie dotrzeć do celu. A Ty jak często się spotykasz z takim bezinteresownym zachowaniem wobec nieznajomych?